
Choć hasło reklamowe Walmartu początkowo brzmiało: "Kupuj amerykańskie!", to teraz większość towarów pochodzi z fabryk w biednych krajach. Np. z Bangladeszu, gdzie tydzień temu w pożarze w zakładach odzieżowych Tazreen zginęło 112 osób.
Walmart początkowo twierdził, że fabryka dla niego nie szyła. Potem wyjaśniał, że szyła, ale nielegalnie i bez wiedzy samego Walmartu, który zerwał z nią kontrakt w zeszłym roku. W 2011 r. koncern wstrzymał zamówienia w 49 fabrykach w Bangladeszu, które tak jak Tazreen nie trzymały się standardów przeciwpożarowych.
Reputację sieci nadwyrężył jakiś lokalny wykonawca, który potajemnie nadal zamawiał w Tazreen rzeczy dla Walmartu. - Zerwaliśmy kontrakt również z tym wykonawcą - oświadczył rzecznik sieci. - Staramy się zwiększyć standardy bezpieczeństwa w przemyśle odzieżowym w Bangladeszu.
Ocaleni z Tazreen opowiadają, że gaśnice nie działały - były to atrapy umieszczone dla zmylenia kontrolerów. Kiedy zaczęły wyć syreny alarmu przeciwpożarowego i ludzie rzucili się do drzwi, nadzorcy kazali im wracać do pracy. - Mówili nam, że nic się nie stało, że to awaria systemu. Wróciliśmy do maszyn. Zaraz pojawił się dym i płomienie, więc znowu rzuciliśmy się do drzwi, ale były zamknięte na klucz - opowiada robotnik, który miał szczęście, bo pracował na drugim piętrze i wyskoczył oknem. Ludzie z wyższych pięter ginęli w płomieniach albo skacząc z okien (fabryka nie miała ewakuacyjnych klatek schodowych).
wyborcza.pl